Listopadowe przymrozki

Mgliste i coraz krótsze dni w aurze opadłych niemal doszczętnie i zalegających pod nogami brązowych liści, ogołoconych gałęzi drzew i pojawiających się na żółtej trawie kryształków lodu, to nie dla wszystkich przyjemny krajobraz. Listopad dla ludzi pracy przede wszystkim jest kojarzony z dwoma wolnymi dniami, dającymi jakiś wyjazdowy potencjał przed zimą, choć pora ta jest tak wybitnie nieatrakcyjna, że sprzyjać może co najwyżej domatorstwu przy akompaniamencie ciepłej herbaty, bądź nieco bardziej szlachetnych napojów. Nie wątpię, że są wśród nas i miłośnicy tego miesiąca, jednak zdecydowana większość woli zapewne o wiele bardziej konkretne pory roku, te cieplejsze i te zimniejsze.

W tej szarej, burej i ponurej otoczce łatwo jest nam poddać się pędowi codzienności, zwłaszcza w rozpoczętym właśnie Adwencie, który sygnalizuje nam o wiele bardziej atrakcyjny czas Bożego Narodzenia. I tak mija nam ten nieszczęsny listopad w ferworze pracy i szacowania nadchodzących wydatków, w nadziei, że być może chociaż w tegoroczne święta otaczający nas krajobraz choć nieco się zabieli, aby zakryć tą nijaką brunatną papkę z martwych liści.

No właśnie chyba takim właśnie miesiącem jest w naszych głowach listopad – martwym okresem przejściowym, który co najwyżej przyprawić może o późnojesienną chandrę, a o jakimkolwiek optymizmie należy jak najszybciej zapomnieć…

Szkolne daty

Poza wspomnianą wcześniej uroczystością Wszystkich Świętych oraz Świętem Niepodległości, nasze domowe kalendaria zdają się milczeć w dniu 29 listopada, a data ta wydaje się obecnie nie wychodzić już zbyt często i głośno poza szkolne mury. Pozwólcie, że dzisiaj zatopię swoje przemyślenia w takiej właśnie historycznej otoczce…

Dokładnie 192 lata temu w nocy z 29 na 30 listopada miała miejsce pewna eksplozja patriotyzmu, a podkreślić trzeba, że w warunkach nie byle jakich. Ówczesne Królestwo Polskie znajdowało się pod panowaniem rosyjskiego cara, a o jako takim organizmie niezależnego państwa trudno obecnie mówić. Należące aktualnie do Rzeczpospolitej ziemie były albo pod jurysdykcją Rosji w ramach wspomnianego Królestwa, bądź też znajdowały się bezpośrednio w granicach jednego z trzech zaborców: Moskali, Prusaków lub Austriaków. Polski jaką znamy i rozumiemy dzisiaj po prostu nie było na mapach.

W takich właśnie warunkach, pod okupacyjnym buciorem Rosjan, garstka polskich żołnierzy zdecydowała się zainicjować bunt, w wyniku którego całe mnóstwo ludzi w krótkim czasie sięgnęło po broń. Zawiązała się wojna z Rosją, która po upływie miesięcy zakończyła się całkowitą klęską powstańców i dała zaczątek nowych i jeszcze bardziej brutalnych represji ze strony rosyjskiego okupanta. Trudny był to czas, ponieważ polska myśl patriotyczna nie spotkała się z aprobatą innych państw, które raczej okrzyknęły całą akcję bezprawnym przewrotem, wymierzonym w legalną władzę, czyli w cara. W perspektywie militarnych porażek, wewnętrznych sporów polskich polityków i dowódców, a także osamotnienia na arenie międzynarodowej, dziś jakoś niewiele mówi się o tych dawnych patriotach…

Tak, o tych dzielnych ludziach, którzy w trudnych warunkach bardzo często ukrywali się w lasach i po partyzancku próbowali wywalczyć sobie kawałek ziemi i zalążek swobód – namiastkę tego państwa, w którym dzisiaj żyjemy.

Patriotyzm 2022

Pokolenie Y, do którego sam należę, a także pokolenie Z, które aktualnie przeżywa swoją młodość, budując przy tym perspektywę naszego społeczeństwa na następne lata, to tak naprawdę ludzie łatwych czasów. To stwierdzenie może zapewne komuś się nie spodobać, ale zastanówmy się nad tym wspólnie: hymnu Polski w konspiracyjnym cieniu nie śpiewaliśmy, języka polskiego naszych dzieci (jeżeli takie oczywiście już mamy) uczyć potajemnie i pod karą więzienia nie musimy, flagi polskiej w błysku wymierzonych w nas luf nie wywieszaliśmy, ani mur żaden pod naszą pięścią nie runął…

Niczym partyzant z dawnych lat…

Wspominałem wcześniej o polskich partyzantach z powstania listopadowego, jako o dzielnych leśnych oddziałach, które mimo chłodu i niewygód kąsały znienawidzonych najeźdźców. Wydaje mi się, że nie ma lepszego dnia, aby na własnej skórze przekonać się (może i nie z prawdziwą bronią, ale z zabawką – śrutówką), jak taki listopadowy wojak mógł się czuć i mimo niskiej temperatury krzesać w sobie patriotyczny ogień…

Spieszę z wyjaśnieniem, że nic nie wiem o wojsku, a historię znam jedynie ze szkolnej ławki, bo tak jak wspomniałem – należę do pokolenia z czasów pokoju. Traktuję to raczej jako niewinny krótki eksperyment w kontrolowanych warunkach oraz taki mały osobisty hołd dla listopadowych powstańców.

Mam już pewne doświadczenia strzeleckie na chłodzie, o czym pisałem w zeszłym roku, starając się Was przekonać, że chadzanie po lasach z wiatrówką jest całkowicie normalnym i zdrowym hobby, a świeże powietrze w płucach uwalnia w organizmie więcej endorfin, niż jest w stanie zapewnić jakakolwiek używka. Możemy niniejszy wpis potraktować umownie jako kontynuację tamtego wątku.

Zapakowałem więc do torby swojego Umarexa M4 w kalibrze 4,5 mm (to ten na licencji Colta z gwintowaną łamaną lufą, strzelający ołowianym śrutem grzybkowym), który nigdy jeszcze terenu nie widział, założyłem nieśmiertelny kaszkiet i poszedłem w las, by posłać kilka pestek do tarczy.

Biało-czerwony mem

Wracając do tematu artykułu, chciałbym zaproponować tezę, że polski patriotyzm w świadomości obecnych młodych pokoleń jest już niestety tylko wąsatym memem z husarskimi skrzydłami. #changemymind

No bo ilu młodych chłopaków chciałoby obecnie wstąpić do wojska, lub choćby sprawdzić się podczas szkolenia wojskowego? A ilu z nich naprawdę ma psychiczne predyspozycje, aby takim żołnierzem zostać? Celowo nie poruszam kwestii fizycznych, bo akurat sport jest bardzo modny i uczciwe pół roku na siłowni z każdego zrobi komandosa. Mam tutaj tylko i wyłącznie na myśli poczucie obowiązku i odpowiedzialności za rodzinę i ludzi z sąsiedztwa. Nic więcej, tylko ten niewielki skrawek Polski do obronienia… Ilu z nas w razie wrogiego ataku nie ucieknie, albo przynajmniej nie wykaże się konformizmem?

Odnoszę wrażenie, że mówienie o patriotyzmie stało się wśród nas już lekkim obciachem i wygodniej jest ponabijać się z pogarszającego stanu gospodarki, aby wmieszać się w modę tłumu. Kultywowanie mitu ostatnich dekad o byle jakiej Polsce, w której patriotyczny kręgosłup naszych dziadków i rodziców był uporczywie nadłamywany komuną…

My przecież nie znamy komuny. Nawet najstarsze roczniki milenialsów nie mają prawa zbyt wiele pamiętać z PRL-u, zatem nie ma mowy u nas o jakichkolwiek patriotycznych odczuciach według dawnego rozumowania i tęsknocie za wolną Polską. Urodziliśmy się już w niej. A czy doceniamy ten stan i naprawdę pragniemy go utrzymywać? A może pod naporem zagranicznych produktów i mediów, oraz dzięki wizji bardziej dostatniego życia w innych krajach, tak naprawdę obchodzimy się z polskością jak z czymś gorszym? Słabszym? Mniej ciekawym?

Jak tu walczyć o coś miałkiego? Czy pokolenie Y i Z mogłyby jutro zawalczyć o wolność Polski?

Ja, milenials

W kontekście postawionej przez siebie tezy i później tego zaczepnego pytania, z czystym sumieniem muszę odpowiedzieć sam sobie, że „nie wiem”. Nie mam pojęcia jak sam zachowałbym się w obliczu zbrojnej agresji na nasz kraj oraz czy miałbym odwagę sprzeciwić się agresorowi. Urodziłem się w łatwych czasach.

Śmieję się z memów o Januszach i nosaczach, a także z drwiącym uśmiechem słucham informacji o kolejnych bzdurnych decyzjach rządu. Pudzian, JPII, Familiada, Demoty, nk – wychowywałem się w tym samym środowisku i bawią mnie te same rzeczy, co większość z nas – młodych. Wcale nie uważam, że wszystko co tutaj wyrosło lub powstało, musi być od razu „over-powered” przez sam swój biało-czerwony rodowód. Mało tego, mam świadomość, że powstało tutaj wiele słabizny, a wskutek bezsensownych decyzji wyrządziliśmy sami sobie lub innym mnóstwo zła. Polska to zarówno blaski i cienie. Ale ją kocham.

Mimo wielu moich osobistych dziwactw sądzę, że jest nas tutaj więcej. Pomimo wielu smutków i codziennej melancholii potrafimy także dostrzegać walory życia w tym miejscu, o które warto walczyć. Czy miałbym odwagę? Nie wiem. Czy mam umiejętności, żeby przydać się Polsce? Szczerze w to wątpię, ale mimo wszystko uważam ten temat za ważny i ciekaw jestem Waszego zdania.

Czym jest dla Was patriotyzm? Czy uważacie się za patriotów? Co uważacie o dawnych patriotach? Jak widzicie na tej płaszczyźnie przyszłość Polski?

Z chłodnej polskiej kniei pisał Kamil Czerwiński.

PS. Marny ze mnie strzelec i piechur.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s